Od kiedy o sztucznej inteligencji zaczęło się mówić głośno, a z czasem coraz częściej pokazywano, jak z niej korzystać, korciło mnie, by zadać „jej” pierwsze pytanie. Nie wiedziałem jednak, od czego zacząć. Czy traktować ją jak algorytm, czy już jak inteligencję? Czy zwracać się do niej miło, „po ludzku”, czy może rzeczowo, „maszynowo”? Wybrałem wariant, który wydał mi się najbardziej naturalny. Zacząłem od prostego „dzień dobry”.
Dziś pracuję z Asystentem AI na wielu poziomach. Ta współpraca staje się szczególnie pomocna w momentach, gdy dochodzę do ściany niemocy. Odbijam od niej piłeczkę swojego pomysłu lub wątpliwości, a po kilkunastu sekundach dostaję odpowiedź. Różną… Na szczęście, sztuczna inteligencja wciąż nie jest doskonała. Niemniej jednak jej wszechstronność robi ogromne wrażenie.
W pewnym momencie pomyślałem: a może warto to zbadać? Ale kogo właściwie? Ją? Nas? A może nas w relacji z nią? Bo „ona” przecież także się zmienia – dorasta, ewoluuje. I jednocześnie wpływa na nasz świat, na to, kim jesteśmy i jak działamy. Zmienia nasze zachowania! Okazuje się, że podobno przed sztuczną inteligencją łatwiej jest się otworzyć, wyrazić swoje żale, obawy, a może nawet radości. Warto to sprawdzić!
Doszedłem do wniosku, że to nie „ją” powinniśmy badać, ale nas samych – ludzi. Naszą relację z tym nowym, nieorganicznym zjawiskiem, które, jak wszystko wskazuje, na długo zagości w naszej rzeczywistości.
Maciej Fijałkowski